Kanały:
Wpisy
Komentarze

Wreszcie, idea się uformowała i oto mamy poliszmnie. Od teraz znajdziecie mnie tylko tam. Póki co start wstępny (miejmy nadziejże że nie falstart), niedługo więcej atrakcji. Także dodawajcie do rssów, linków, ulubionych, podrzucajcie znajomym i roznośmy dobrą nowinę. Elo, to ostatni wpis tutaj.

nielegalnie RIP [*]

Elo

Z okazji 10 000 wejść czas zwinąć interes. Ale nie ma co płakać, ten blog był takim luzackim byle czym, na które ostatnio nie za bardzo miałem czasu, pomysłu i chęci. Niedługo powrót w lepszej formie, z nowym, konkretnym pomysłem i częstym pisaniem (serio). Na koniec oczywiście pożegnalna tuba, a na dniach spodziewajcie się newsa o owej tajemniczej inicjatywie.

Wszyscy czytacie Budę

Tak tak, Andrzej B. zacytował mnie na swoim blogu. Kolejni jego wierni czytelnicy sygnalizują mi to na gadu, a ja już znam odpowiedź kto nabija mu wejścia i daje poczucie misji by dalej pisać. Brawa dla was.

Skoro już w temacie to może CKOD?

The-dream bombowe, maksymalnie przebojowe, nieco przesłodzone r&b, oczywiście stuprocentowa komercha. Wydane przez Def Jem, nieco ponad tydzień temu. Także jeśli ktoś pałał sympatią do Ne-Yo to gorąco polecam, bo tu nie tylko siła singlowa, ale i solidny, równy poziom całego krążka. Przy okazji odkryłem płytkę kolesia z 2007 i mocarne, serio. Dla zachęty singiel z pierwszej płyty:

W czarnych klimatach polecam również P.O.S. Never Better bo takie nie do końca black, coś niby kojarzy się z Funcrusherem (pewnie tylko mi) i chociaż w połowie krążka poziom nieco spada, to i tak bardzo dobre. Prezentacja skilli w pierwszym tracku zabójcza:

Z rzeczy gdzie biali grają gitarami, to od początku do końca zachwyca mnie zespół z mocnoemonazwą czyli The Pains Of Being Pure At Heart i ich s/t. Wszyscy sygnalizują zrzynkę z Jesus And Mary Chain (nie znasz? to co tu robisz?) i tego się zaprzeczyć nie da, tym niemniej zespolik bardziej stawia na melodie, popowatość, przez co procent hałasu nie jest zbyt duży. Z cyklu moich debilnych skojarzeń to słyszę tu czasem Pavement. Oczywiście tuba:

Posprzątał także Tim Hecker i jego An Imaginary Country, bo ja lubię ambienty z nutą hałasu czy tam hałas z nutą ambientu. Wcześniejsze jego krążki, z mocno hajpowanym Harmony niezbyt do mnie trafiały, a tutaj wreszcie się złapałem. Tuby nie będzie, bo tego się nie słucha na tubie.

Ostatecznie rzucam techniawką dla tych co nie lubią gitar, hałasu i rapu. Gui Boratto zachwycił mnie dwa lata temu znakomitym singlem “Beautiful Life”, a teraz powalił mnie swym drugim (chyba) długograjem. Take My Breath Away wciąga i uzależnia jak mało która z tegorocznych płyt. Znowu powala kawałek z bodajże żoną na wokalu:

Śmierć

Wczoraj stała się rzecz straszliwa – odszedł mój wieloletni przyjaciel, o którym już wam tutaj pisałem kiedyś – mój drogi, najukochańszy discman Panasonic SL-SX 428. Wpisujcie miasta.

[i]

Starsze wpisy »