Ktoś wpadł na pomysł by w tej zatęchłej dziurze, którą to bez wątpienia jest Białystok, zorganizować “festiwal” sztuki niezależnej. Idea świetna, więc przybijam pionę ktosiowi, który jest za to odpowiedzialny. W ubiegłą środę grał MorF, a dzień później do filmu Zagubiony Świat przygrywali Mitche. Jedno i drugie przegapiłem, czego wielce żałuję, ale cóż zrobić kiedy promocja skromna, a czcionka na plakatach niewielka? W każdym razie swój błąd nadrobiłem i wybrałem się na koncerty Skinny Patrini i Bajzla.
Skinny Patrini potraktowałem w ramach ciekawostki, bo po wcześniejszym zapoznaniu się z ich twórczością, nie oczekiwałem niczego więcej niż przyzwoitej przeciętności. Obyło się bez zaskoczeń – repertuar taki sobie, scenicznie też bez rewelacji. Na szczęście obrana stylistyka całkiem atrakcyjna – oszczędne (albo raczej ubogie) elektro z domieszką nowej fali, do tego zgrabny, aczkolwiek niespecjalny, damski wokal. Słuchało się tego całkiem przyjemnie i trzeba przyznać, że zespół całkiem sprawnie zagospodarował sobie elektro niszę. Muzycznie najbliżej im do Adult., chociaż mocno eksponując wokal, zespół stara się być nieco bardziej piosenkowy. Na koncercie o odkrywaniu Ameryki nie było mowy, wszystkie utwory reprezentowały podobny, średnio-dobry poziom, a wszelkie niedostatki udało im się to nadrobić interesującym, gęstym i nieco hałaśliwym brzmieniem. Zagrali około godziny, zachwycona publiczność wyciągnęła na bisy, oni jednak chyba nie za bardzo mieli już co zaprezentować, więc powtórzyli najlepszy ze swoich utworów – “Sweat”. Mnie osobiście odrobinę drażniło lansiarskie wystylizowanie zespołu, choć przyznaję, że naturalnym i szczerym zachowaniem na scenie, zyskali sobie nieco mojej sympatii. W każdym razie jak na koncert za 5 zeta, nie mogę narzekać, było ok.
To było w piątek, sobota należała do Bajzla. To ten gig, bez wątpienia najbardziej interesował mnie ze wszystkich, które to odbyły się w ramach tego “festiwalu”. Plakat mówił o starcie o 20:30, a ja sugerując się tym, że dzień wcześniej opóźnienia praktycznie nie było, stawiłem się w Famie punktualnie. Błąd. Bajzel zaczął grać dopiero około 21:45, a wcześniej, podobnie jak ja, spędził swój czas dosyć bezcelowo siedząc przy barze i kontemplując. Tym niemniej, pomijając ten mały fuck up, koncert należy uznać za jak najbardziej udany. Zacznijmy od małego wyjaśnienia dla niekumatych – Bajzel to nie zespół, a jeden samotny człowieczek tzw. one man orchestra. Koleś gra na gitarze elektrycznej, do tego śpiewa, bawi się efektami na wokalu i dodaje do wszystkiego zapętlone sample perkusyjne oraz zdawkową elektronikę. Jestem świadomy, że taki opis brzmi raczej średnio atrakcyjnie, jednak w praktyce sprawdza się to wszystko znakomicie. Było bardzo różnorodnie – generalnie pop-rock, ale zdarzały się ucieczki w nieco psychodeliczne klimaty, a momentami Bajzel potrafił nawet pobawić się reggae. Dużo było w tym humoru, zabawy, niekonwencjonalnych rozwiązań, a przede wszystkim luzu i swobody. Dzięki tej rozpiętości gatunkowej i atmosferze, Bajzel był w stanie zagrać dobry, półtora godzinny koncert i przy tym nie zanudzić publiczności. Nie umiałbym wskazać highlightu, ale również nie jestem w stanie wskazać najsłabszego fragmentu tego koncertu, co w tym przypadku nie świadczy o jego przeciętności, a o wyrównanym, dobrym poziomie. Oczekiwania spełnione.
MySpace Skinny Patrini: http://www.myspace.com/skinnypatrinielectroduo
MySpace Bajzel: http://www.myspace.com/bajzel
PS: I w tym miejscu chciałbym jeszcze dodać pare słów o moim największym odkryciu tego “festiwalu”. Jest nim mianowicie klub Fama – pierwsze miejsce w Białymstoku, o którym mogę powiedzieć, że lubię w nim przebywać. W piątek DJ popisał się delikatną, nieśmiało zahaczającą o idm, elektroniką, zaś w sobotę, co prawda pojechał nieco po standardach, puszczając rzeczy typu PJ Harvey, Radiohead czy Bloc Party, tym niemniej jest to przemiła odmiana od tego co standardowo leci w białostockich klubach. Jeśli dodać do tego stylowy wystrój, przyjemną atmosferę i przyzwoite ceny, to bez wątpienia mamy do czynienia z miejscem wyjątkowym w skali tego miasta.
