Eh, podsumowanie na porcysiu głęboko mnie rozczarowało i już nawet nie chodzi o to, że dużo z mojej listy nie weszło do top10. Po prostu ta lista jest jakaś no, ten tego słaba. Więc oto jedyna słuszna i właściwa:
25. Fennesz: Black Sea
Niezły ten nowy Fennesz, nie jakiś wybitny , ale powiedzmy poziom Venice i dobrze jest. Szumiące eksperymenty na poziomie.
24. Belong: Colorloss Record (EP)
Też szumy, ambienty, wokal w tle. Totalnie odrealnione, bardzo przyjemne, bardzo w moim guście.
23. The Bug: London Zoo
Dubstep, dancehall, zupełnie nie moje klimaty. Tutaj z domieszką idm i wyszło to całkiem przyzwoicie. Najlepsze fragmenty tej płyty naprawdę dają radę.
22. Juvelen: 1
Bardzo dobry popowy krążek, śmiało inspirowany Princem. Znakomite single, wybitny opener i całość na równym, mega przebojowym pułapie.
21. Women: Women
W temacie indie najlepsza płyta z tego roku, trochę fajnych melodii, nieco wariactwa i eksperymentu. Zdecydowanie lepsze od średniaków / słabiaków takich jak No Age czy Times New Viking.
20. Lil Wayne: The Carter III
Recka. Dodam tylko, że z czasem nieco zyskał w moich oczach ten krążek i moja nota byłaby dzisiaj ciut powyżej 7.
19. Osborne: Osborne
Jakiś house technoza co się na Porcysie podjarali i generalnie dobre, chyba głównie dzięki różnorodności, ale nie przesadzajmy top10 2008 to nie jest. Pierwszy track miazga.
18. Erykah Badu: New Amerykah, Part One (4th World War)
Wiadomo, najlepsza płyta Badu od czasu debiutu. Sporo hip-hopu, płyta mocno zaangażowana politycznie i społecznie, choć w porównaniu, chociażby z zeszłorocznymi Rootsami nie drażni mnie to jakoś specjalnie.
17. Lindstrom: Where You Go I Go Too
Jedna z najbardziej pokrzywdzonych płyt roku 2008. Ja się na muzyce elektronicznej nie znam, lecz to jest naprawdę bombowa sprawa, trochę do tańca, trochę do posłuchania w domu. Subtelne i stylowe, kiedy trzeba to i przebojowe.
16. TV On The Radio: Dear Science
Momenty ma ten krążek niesamowite, choć gdy słucham całości to mnie nie porywa. W ogóle to jest album, który na początku mnie absolutnie zafascynował, a z biegiem czasu sporo stracił w moich oczach. Tym niemniej rispekt i trzymam dalej za nich kciuki.
15. Canon Blue: Halcyon (EP)
Bardzo przyjemne folkowe granie, singer / songwriter, te sprawy. Zawsze mnie trochę ciągnęło do tego typu rzeczy.
14. Atlas Sound: Let The Blind Lead Those Who Can See But Cannot Feel
Recka. No bo przecież nie Deerhunter, ludzie proszę, ogarnijcie się.
13. Dungen: 4
Szwecja srecja. Nie kumam Ta Det Lungt, ale czwórka to już bardzo dobra płyta. Trochę psych, coś tam folk, prog wiadomo. Nie wiem o czym śpiewają i nie muszę wiedzieć.
12. Materac: Andersen Dobranoc
Najlepsza polska płyta 2008, już pisałem.
11. Cult Of Luna: Eternal Kingdom
Szatanizm z tego samego kraju co Dungen, Juvelen i jeszcze pare punktów na tej liście. Solidne metalowe granie i autentycznie jeden z albumów, z którym najwięcej spędziłem czasu w 2008.
10. Crystal Castles: Crystal Castles
Trzaski, dźwięki z gierek, elektroniczne nie wiadomo co, chwilami przebojowe, innym razem nieznośne. Serio rozumiem, że ten album może się nie podobać, choć z drugiej strony nawet jeśli to pozerka i granie dla hipsterów, to trudno mu odmówić unikalnego brzmienia i naprawdę znakomitego, równego poziomu.
09. Beach House: Devotion
Kolejna, nieco przemilczana i pominięta płyta. Low dobrze napisał na swoim blogu, że ładna i rozmarzona. Nie potrafię wyróżnić żadnego utworu, bo jak na mało którym albumie z zeszłego roku, tworzą one tutaj spójną i logiczną całość. Rispekt za granie swojego i uzyskanie fantastycznego unikalnego brzmienia, mały minus za nieco wkradającą się monotonię. A moja bania sugeruje mi podobieństwa do Walkmen, choć sam nie wiem.
08. Fleet Foxes: Fleet Foxes
Sorewicz, to jest bardzo dobra płyta, a nie żaden hajp z pfm. Dawno już nikt tak udanie nie skopiował brzemienia lat sześćdziesiątych i do tego nagrał tyle wyśmienitych, chwytających za serce piosenek. Gdyby nie pare słabszych momentów dałbym wyżej, a Sun Giant (EP) też bardzo dobre i warto znać. Ciekawe co zmajstrują na drugim albumie.
07. Brian Wilson: That Lucky Old Sun
Pare moich słów w tamacie That Lucky Old Sun tutaj, miejsce 9. Dziadek Wilson funduje nam album, który wydany czterdzieści lat temu, dzisiaj byłby postrzegany jako klasyk. Tym niemniej czasy się zmieniły i dzisiaj jest to już jedynie porcja znakomitego, bardzo pozytywnego popu nie z tej epoki. Nawet okładka jakaś taka niedzisiejsza.
06. James Blackshaw: Litany Of Echoes
Tutaj, trzecia pozycja. Autentycznie się wzruszam gdy tego słucham. Płyta z cyklu proste i urzekające. W zeszłym roku odkrywałem sobie całe te modern classical musical, chyba za sprawą Stars Of The Lid, więc trochę materiału z tego gatunku się nasłuchałem. A to jest najlepsza rzecz z tej szufladki, jaka dotarła do mnie w tym roku.
05. Gang Gang Dance: Saint Dymphna
Mam wrażenie, że o tym albumie napisano już miliony analiz, zachwytów itp. więc niczego nie odkryję. Zajebisty kolaż wszystkiego ze wszystkim. Przebojowo eksperymentalne, a do tego zadziwiająco jednogłośnie wybrana na płytę roku zarówno na pfm, porcysie i screenagers. (a sam jeszcze dwa miesiące temu dałbym na 1. miejscu, dzisiaj mogę powiedzieć, że krążek nieco mi się znudził i osłuchał)
04. Q-Tip: The Renaissance
Dobry ziomek, recka tutaj. Najlepszy tegoroczny hip-hop i mimo wszystko spore zaskoczenie, bo nie każdy po ponad 20 latach od czasu swoich największych sukcesów jest w stanie powrócić z tak dobrym materiałem. I znowu, podobnie jak w przypadku Wilsona, śmiało można powiedzieć że pośród wszystkich nowoczesnych produkcji hip-hopowych, The Renaissance jest rodzynkiem, który nie poddaje się trendom.
03. Foreign Exchange: Leave It All Behind
Rzutem na taśmę wszedł ten album do mojego top3 (składnia!?). Początkowo Leave It All Behind mnie nie przekonało, a może po prostu słuchałem w niewłaściwym momencie, nieważne. Bajkowe, słodziutkie r&b z naleciałościami soul, trochę hip-hopu też się tu znajdzie. Moim zdaniem lepsze od debiutu.
02. Air France: No Way Down (EP)
Ta EP-ka jest po prostu śliczna, chociaż przyznam się, że początkowo odebrałem ją jedynie jako “przyjemną”, dopiero potem dotarło do mnie, że jeden z lepszych krążków 2008. Ponadto Air France, spodobała się nawet mojej kobiecie, a to już coś. Za niecały miesiąc mają DJ set w Jadło, więc postaram się wpaść. A jeśli ktoś lubi ambitniejszy pop / dance / cokolwiek i jeszcze nie zna to bardzo polecam.
01. Flying Lotus: Los Angeles
Od pierwszego przesłuchania wiedziałem, że to będzie jedna z moich ulubionych płyt roku 2008. Futurystyczne idm, zahaczający o producencki hip-hop, coś niedaleko Shadowa. Bardzo nietypowy album i przez to bardzo oryginalny. Zero schematów, raczej totalnie luzackie podejście do bitu, sporo dziwnych szumowych naleciałości, do tego brudne brzmienie, odrobina hałasu. Gdzieś tam pisali, że muzyka miasta, ale tutaj bardziej Burial zawsze mi się kojarzył. Enyłej bardzo, ale to bardzo polecam.

Myślałem, że będzie Jonesz, a tu patrz! Nawet w 25 ni ma:(
wiesz co, jakkolwiek jest to super krążek, to jednak chwilami coś mi tam na nim nie gra i najbardziej go zapamiętam ze względu na 3-5 genialnych utworów. powiedzmy, że dla mnie są to okolice 30 miejsca ;)
co do ggd to nie tak jednoglosnie, na pfm miejsce 24
A faktycznie, coś mi się zupełnie pomieszało.
Beach House to jest w ogóle jakaś podejrzana płyta. Pierwsze trzy odsłuchy były na zasadzie nuda, nuda, nuda, potem załapałem, że słucham tego w kółko zupełnie nie wiedząc czemu. I nadal słucham tej płyty i nadal mam wrażenie, że nie ma na niej niczego zaskakującego, a jakoś nie chce się jej wyłączyć.
muzyka jak najbardziej ok, w zasadzie to błogosławieństwo po tej radiowej papce