Kanały:
Wpisy
Komentarze

Do-owww-ohhhh-oggg

Ostatnia sesja mego życia za mną. Wypada więc uczcić ją czymś kozackim:

A przy okazji inny kawałek snoopowej klasyki:

Czyż oba klipy nie są mistrzowskie? Wspomnienie dzieciństwa.

Jest sobie Viva, jem sobie obiad, leci taki oto kawałek:

Pare osób już mi sygnalizowało zajebistość nowego Bird And The Bee (sądząc po genialnym debiucie, jestem w stanie uwierzyć bez słuchania), więc pomyślałem sobie, że to oni. A tu nagle napisy końcowe i Lily Allen. Halo? Google, help mi.  Aaa, połówka Bird And The Bee robi muzę dla Lily. Singiel jest zajebisty, ciekawe jak płyta. Jaram się.

Ten wpis to efekt mojej ignorancji. Nie, że ja wiem lepiej, piszę lepiej, cokolwiek lepiej. Po prostu, czasem czytając recenzję odnoszę wrażenie, że część słów to super modne slogany czy pojęcia, których nie wypada nie użyć. Także krótki przegląd tego czego nie kumam, co mnie drażni, śmieszy i niekiedy wprowadza w stan głębokiego zdziwienia:

Słowo roku 2008: drone – co druga płyta nagrana w minionym roku miała drony; nie mam pojęcia co to jest, ale pojawiało się na płytach metalowych, mroczno elektronicznych, ambientowych i grom wie gdzie jeszcze; pare osób, w tym wielka gwiazda plejeru, nadużywało nagminnie.

Kandydat na słowo roku 2009: balearic – tutaj jesteśmy w klimatach bardziej tanecznych, także pewna opozycja w stosunku do słówka roku 2008; nie zmieniło się tylko jedno – znaczenie jest dla mnie zagadką.

Słowo bez którego nie obejdzie się niemal każda recenzja: hype (czytać hajp) – każdy serwis czy gazeta ma swoich ulubieńców, których w innych miejscach się nie lubi; wtedy trzeba napisać, że oni hajpują, a my znamy prawdę i tego nie robimy; obecnie zapanował hype na Animal Collective – ci którzy już stawiają pomniki to te osobniki, które biorą udział w hajpie, w sensie że hajpują. (a ja sam jeszcze nowych Animali nie słuchałem, przepraszam)

To się czuje: feeling –  brniemy dalej z angielskim słówkami; tu chyba chodzi o to, że ktoś coś czuje, choć nie wiem; przyznam się, że chyba sam użyłem gdzieś tam kiedyś.

Indie – wszystko jest indie, wszystko jest niezależne; słówko niezbędnik w recenzji czegoś co lubią tak zwani znawcy.

Dobra, to tak na szybko, czekam na cudze propozycje i zjebki.

PS: Tymże wpisem rozpocząłem nową serię zatytułowaną Rozkminki. Właściwie to zaczęło się od notki o discmanie, ale wtedy to było takie nioficjalne, dziś z czerwonym dywanem i bajerami.

Marzenie

Totalna destrukcja, latające gitary, chaos, hałas, dzika dzicz. Wsio ryba w czyim wykonaniu, może być i Coma, byle były spełnione warunki z poprzedniego zdania.

Ulubione single 2008

Bez pitolenia i zbędnych komentarzy. Dwadzieścia pięć kawałków, którymi najbardziej się jarałem w minionym roku. Miłego słuchania. Czas podsumowań można wreszcie zamknąć.

25. Reks: Say Goodnight

24. DJ Mujava: Township Funk

23. Q-Tip: Gettin’ Up

22. Wiley: Wearing My Rolex (What Would We do)

21. Neon Neon: I Told Her On Alderaan

20. British Sea Power: Waving Flags

19. Atmosphere: Your Glass House

18. M83: Graveyard Girl

17. Tricky: Past Mistake

16. Peter Fox: Alles Neu

15. Crystal Castles: Untrust Us

14. MGMT: Kids

13. Kings Of Leon: Sex On Fire

12. Goldfrapp: A&E

11. Violens: Violent Sensation Descends (MySpace)

10. Estelle feat. Kanye West: American Boy

09. Iza Lach: Nie Masz Mnie

08. Juvelen: Don’t Mess

07. Fleet Foxes: White Winter Hymnal

06. Lil Wayne: Lollipop

05. The Jonesz: Lemonade

04. Erykah Badu: Healer (MySpace)

03. Sam Sparro: Black And Gold

02. Little Boots: Stuck On Repeat

01. Air France: No Excuses

« Nowsze Posty - Starsze wpisy »